noc.jpg
Wyszukaj w portalu
zaplac_podatki.png
konkurs.jpg
smieci.png
dzialki.png
mlodociani.png
odo.jpg
godziny.jpg
rm.png
rdpp.png
chodzieska_kadrta.jpg
karta.jpg
oferty_pracy.jpg
INWESTUJ.jpg
logo_senior_wigor_1.png
500plus.jpg
konsult.jpg
baner_zagosp.png
KARTA_SAM.png
ANKIETA.jpg
MPDSON.png
baner- mikroporady.jpg
rejestr_inst_baner.jpg
Rozlicz PIT w Chodzieżyw Chodzieży
Przekaż 1% w Chodzieżyw Chodzieży
Darmowy Program PIT dostarcza firma PITax.pl Łatwe podatki
pila.jpg
kl.jpg
1_PROC_min.jpg
logo.jpg
projekty.jpg
poziom.gif
noclegi.gif
gastronomia.gif
kino.jpg
mzk.png
formul.png
chodzieski_275.jpg
E-Urzad
bip.jpg bom.jpg ep.jpg ue1.jpg
wybory.jpg
Kultura
W kraju Inków
Redakcja: Maciej Strzeliński, Dodany: 13.11.2013
Liczba wyświetleń: 13272
PDF
DRUKUJ
grafika
Saqsaywaman oferuje jeden z najlepszych widoków na miasto

Saqsaywaman oferuje jeden z najlepszych widoków na miasto

Położone na ponad 3500 m.n.p.m. Cusco przez kilka wieków było stolicą Imperium Inków. Rozciągająca się tu Święta Dolina stanowiła rdzeń ich państwa i do dziś pełna jest ruin miast i twierdz, a także wielu niesamowitych konstrukcji rdzennych mieszkańców, z których niektóre używane są do dziś. Kiedy Cusco zostało podbite przez Hiszpanów, większość inkaskich budowli została zburzona, jednak wiele tych wzniesionych przez kolonistów, dosłownie powstała na fundamentach dawnej stolicy. Perłą regionu jest Machu Picchu, odkryte dopiero na początku XX wieku inkaskie miasto, dziś uznawane za jeden z 7 cudów świata.

Inkaska stolica

W górach wiele osób wciąż nosi tradycyjne stroje

W górach wiele osób wciąż nosi tradycyjne stroje

Ze względu na znaczną wysokość i pełne zakrętów górskie drogi, jazda autobusem z wybrzeża Pacyfiku trwa kilkanaście godzin. Jej przewagą nad lotem – poza ceną, np. Nazca – Cusco 80 soli (1 sol to mniej więcej 1 zł) – są niesamowite widoki. Przejeżdżamy przez wioski, po których przechadzają się Peruwianki w barwnych strojach i okrągłych kapeluszach – to kraina jak z pocztówki.

Dziś dawna siedziba władców jest sporym miastem, ale dla turystów interesujące jest głównie historyczne centrum oraz ruiny twierdzy Sacsayhuamán (na nazwach w języku keczua można połamać sobie język ;) ). Centrum to Plaza de Armas z kolonialną zabudową oraz otaczające go wąskie, urokliwe uliczki. Pełno jest tu restauracji dla turystów, serwujących tradycyjne dania, oczywiście dużo droższe, niż posiłki w lokalnych knajpach. Spróbować można m.in. alpaki (całkiem dobra!) czy świnki morskiej. Po posiłku często oferowany jest lokalny drink, pisco sour.

Żadne zdjęcie nie odda zapachu na takim targu! :)

Żadne zdjęcie nie odda zapachu na takim targu! :)

Warto chociaż na chwilę opuścić te najbardziej turystyczną część miasta, by zobaczyć jak żyją tutejsi. Ciekawe są markety, jak Wanchaq, gdzie wśród ferii zapachów i kolorów kupimy świeże owoce. Można także spróbować tamtejszych jadłodajni, gdzie nie serwuje się alpaki, ale można najeść się za kilka soli i poczuć tutejszy folklor. Bazą dla prawie wszystkich dań jest ryż, najczęściej z jajkiem. Do tego mięso, kurczak lub pieczone banany. Zaś na deser w sam raz jest świeży sok z owoców – na targu 2-3 sole za litr. W pobliżu jest również targ z rękodziełami, gdzie podstawowym towarem są barwne ubrania z wełny alpak. Jest on oczywiście głównie nastawiony na turystów, ale można dostać tu też prawdziwe lokalne produkty.

Typy budownictwa Inków różniły się w zależności od regionu - ten jest typowy dla Cusco

Typy budownictwa Inków różniły się w zależności od regionu – ten jest typowy dla Cusco

Nad dzielnicą historyczną górują ruiny Sacsayhuamán. Wybieramy się tam tuż po wschodzie słońca, by uniknąć tłumów, które pojawiają się tam już ok. 8-9 rano. Z zabudowań nie pozostało wiele i nawet ich dokładne przeznaczenie nie jest dziś jasne, ale mino tego robią wrażenie – szczególnie mury zbudowane z idealnie dopasowanych, wielkich głazów. To, jak nieznająca koła cywilizacja była w stanie je skonstruować, pozostaje tajemnicą. Lokalni mieszkańcy najczęściej mają jedną odpowiedź – koka. Roślina, z której produkuje się narkotyk, jest tu popularna jako herbatka, normą jest też żucie liści, które są powszechnie dostępne. Ze względu na małe stężenie substancji psychoaktywnych nie ma takiego samego działania jak kokaina, ale uśmierza głód, dodaje energii i pomaga na chorobę wysokościową, której w mniejszym lub większym stopniu, doświadcza każdy przyjeżdżający. Dla nas kończyło się tylko na bólu głowy, ale koki oczywiście spróbowaliśmy.

W górę i w dół

Korzystanie z  transportu w Peru wymaga trochę wprawy ;)

Korzystanie z transportu w Peru wymaga trochę wprawy ;)

Cusco jest doskonałą bazą wypadową na jednodniowe wycieczki do Świętej Doliny. Choć mówi się o dolinie, w rzeczywistości jest to cały kompleks dolin i szczytów, więc każdy wyjazd wiąże się z przejazdem szczytów, które mają nawet 4000 m.n.p.m. Do wszystkich pobliskich miejscowości można dostać się tanimi autobusami (ok. 3 sole za godzinę drogi) lub nieco droższymi, ale szybszymi collectivo (ok. 5, można się targować), czyli dzielonymi taksówkami. Problemem jest znalezienie, skąd odjeżdżają. Z jednego terminala startują tylko kursy długodystansowe, zaś lokalne działają w taki sposób, że do każdego miasta jedzie kilka firm i każda ma siedzibę innym miejscu. Najlepiej pytać się lokalnych mieszkańców. Czasem może to trochę zająć, ale w końcu trafi się w odpowiednie miejsce. Poza przystankami, do każdego autobusu i collectivo można wsiąść na ulicy – wystarczy machnąć, gdy widzimy auto z nazwą naszego celu. Panuje tu oczywiście pierwsza zasada transportu publicznego krajów rozwijających się – jeśli myślisz, że bus jest tak pełen, ze zaraz pęknie, to znaczy, że spokojnie zmieści się jeszcze kilka osób.

Konstrukcje Inków nie przestają zadziwiwć

Konstrukcje Inków nie przestają zadziwiać

My wybieramy dwa miejsca do odwiedzenia- Písac oraz Salineras de Maras. Písac to spokojne miasteczko, leżące w innej dolinie niż Cusco. Dlatego jadący tam busik musi wspiąć się na ok. 4000 m.n.p.m. by zaraz znów zjechać w dół. Główną atrakcją są ruiny na jednym ze szczytów. Zamiast taksówki, łapiemy tam stopa i idziemy, jednak jest już późno, a po zmroku trudniej będzie o transport powrotny. Z tego powodu, rzucamy tylko okiem na uprawy tarasowe – sam widok zdecydowanie warty jest wybrania się w te okolice. Samo miasteczko też ma dobry klimat – kobiety noszące dzieci w kolorowych workach na plecach, staruszki sprzedają banany i liście koki.

Żadna para basenów nie miała tej samej barwy

Żadna para basenów nie miała tej samej barwy

Salineras de Maras zostały wybudowane przez Inków kilkaset lat temu. Jest to sieć płytkich basenów i kanałów służących do produkcji soli. Kompleks ten umieszczony został na stromym zboczu, co już samo w sobie daje spektakularny widok, a co zaskakuje – miejscowi wciąż go używają. Do Salineras de Maras można dostać się z wioski Maras lub z miasta Urubamby, położonego nad rzeką o tej samej nazwie. Autobus znów musi wjechać na górę, by zjechać do kolejnej doliny. Wejście na teren salin jest kilka kilometrów od miasteczka – tam jedziemy tuk-tukiem za 7 soli (te azjatyckie motorki są tu też całkiem popularne).

Z jednego miejsca dało się zobaczyć tylko kawałek kompleksu

Z jednego miejsca dało się zobaczyć tylko kawałek kompleksu

Wiszącym mostem przechodzimy nad Urubabmbą i zaczynamy wspinaczkę. Po drodze kobieta w tradycyjnym stroju sprzedaje nam bilety (7 soli) Podejście jest ostre, ale dość krótkie i po kilkudziesięciu minutach wyłania się wspaniały widok inkaskiej konstrukcji. Nie ma tu żadnych strażników, tylko samotny starszy mężczyzna nosi worki z solą. Nie ma też żadnych ograniczeń w zwiedzaniu, więc spacerujemy wąskimi ścieżkami i próbujemy słonej wody. Dopiero dalej odkrywamy, że to, co uznaliśmy za całość Salineras jest tylko jedną częścią, a za górą wyłaniają się kolejne. Niestety nie ma słońca, ale nawet bez niego widok jest piękny – białe od soli ściany i baseny, każdy z trochę innym kolorem.

Machu Picchu – we mgle tajemnic i gór

Pociąg to najbardziej komfortowy sposób na dotarcie do ruin

Pociąg to najbardziej komfortowy sposób na dotarcie do ruin

Odkryte na początku XX wieku miasto Inków do dziś jest owiane wieloma tajemnicami i jest niewątpliwie najczęstszą przyczyną wizyt w Peru oraz w rejonie Cuzco. Prawie każdy kojarzy widok miasta ze szczytem Huyana Picchu w tle, nieraz schowanego za mgłą. Dotrzeć tam możemy na kilka sposobów. W zależności od grubości portfela i czasu jakim dysponujemy, możemy przeprawiać się kilka dni przez szczyty o wysokości nawet 5000 m.n.p.m szlakami Inka Trail, albo wygodnie dojechać pociągiem z Cusco pod bramę wejściową, skąd na szczyt podjedziemy autobusem. Taka wygoda to jednak wydatek co najmniej 300 USD od osoby.

Kupno biletów

Aby móc podziwiać ten widok, trzeba się trochę postarać!

Aby móc podziwiać ten widok, trzeba się trochę postarać!

Na początku musimy wiedzieć, że ilość wejść na Machu Picchu jest ograniczona do 2500 dziennie, natomiast na szczyt Huyana Picchu może wejść tylko 400 osób w dwóch turach – od 7:00 do 8:00 i od 10:00 do 11:00. Przy czym godziny te są na tyle elastyczne, że nie musimy się stresować stając w kolejce kilka minut spóźnieni. Chodzi jedynie o to, aby na stosunkowo ciężkim szlaku zwiedzający nie blokowali sobie drogi chodząc w dwie strony.

Dostępność biletów możemy sprawdzić na stronie http://www.machupicchu.gob.pe/. Strona jest na bieżąco aktualizowana i pokazuje dokładną dostępność biletów na wybrany dzień. Jeżeli nie decydujemy się zorganizować wyprawy na Machu Picchu przez agencję turystyczną, bilety można również kupić na podanej wcześniej stronie. Sprawa się nieco komplikuje, jeżeli chcemy skorzystać z 50% zniżki studenckiej, która przysługuje posiadaczom karty ISIC. Nam takich biletów nie udało się zakupić po właściwej cenie przez internet. Śledzenie ilości dostępnych miejsc było dla nas bardzo ważne, ponieważ bilety kupiliśmy dopiero w Cuzco, w autoryzowanym punkcie. Tak jak z dostępnością wejść na Machu Picchu nie powinno być zasadniczo problemu na kilka dni przed wejściem, tak bilety na Huyana Picchu rozchodzą się szybko. My wykupiliśmy ostatnie z 5 dostępnych na 5 dni przed wejściem (na 6 dni przed wejściem było ponad 70). Planując datę wejścia, trzeba mieć też na uwadze, że bilety na weekend rozchodzą się szybciej.

Przeprawa…

Obrazowo przedstawiony skład różnych czekolad

Obrazowo przedstawiony skład różnych czekolad

My zdecydowaliśmy się na wersję optymalną – 2 dniową, której budżet to nieco ponad 100 soli na osobę. Podróż rozpoczęliśmy w Cuzco, skąd podjechaliśmy za 4 sole do największego miasta w Świętej Doline – Urubamba. Nazwę swoją zawdzięcza rzece o takiej samej nazwie, którą przekraczać będziemy jeszcze wielokrotnie, ponieważ otula Machu Picchu z prawie każdej strony.

Ten region leży 2000 metrów niżej niż Cusco, a roślinność jest prawie jak w Amazonii

Ten region leży 2000 metrów niżej niż Cusco, a roślinność jest prawie jak w Amazonii

Z miejsca, w którym wysiedliśmy kierowcy i naganiacze proponują nam przejazd do Ollantaytambo. Tam dostajemy się za jedyne 1,5 soli. Miasto to, podobnie jak większość w Świętej Dolinie, posiada swoje ruiny Inków. Niestety oglądamy je jedynie z dołu, ponieważ cena wydaje nam się być zdecydowanie wygórowana (równowartość biletu na Machu Picchu). Zamiast tego wchodzimy do muzeum czekolady, które jest darmowe. Można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy odnośnie produkcji i składu czekolady, a także spróbować ziaren kakao. Ollanyaytambo to miasteczko głównie turystyczne, z tego też powodu znajdziemy tam liczne restauracje i stragany. Nam udaje się zajść kawałek dalej, gdzie wielu turystów nie trafia, a spotkać tam można głównie miejscowych. Mowa o targu z owocami, w którego pobliżu jemy dwudaniowy posiłek za jedyne 6 soli.

Z Ollaytaytambo wyjeżdżamy busem, który swój pierwszy przystanek ma w Cusco, a swój bieg kończy w Santa Maria. Pomimo około godzinnego opóźnienia i braku miejsc siedzących, wpuszczany jest każdy zainteresowany. Droga na stojąco w takim tłoku jest ciężka. Po około 2 godzinach możemy usiąść, ponieważ lokalni mieszkańcy wysiadają na trasie. Cena za ten odcinek to 15 soli od osoby. Taki bus lub collectivo można oczywiście złapać w samym Cuzco z gwarancją wygodnej podróży, a za taki bezpośredni kurs zapłacilibyśmy 25-30 soli. Męczącą drogę wynagradzają jednak widok Andów oraz serpentyny górskich dróg – jazda w górę i dół.

Pierwsza noc, prawie w dżungli :)

Pierwsza noc, prawie w dżungli :)

Z Santa Maria jedyna droga do Machu Picchu prowadzi przez Santa Teresa i elektrownię wodną (hisz. Hidroelectrica). Za te połączenia zapłacimy kolejno 10 i 5 soli. My ostatni odcinek przeszliśmy pieszo, zachwycając się po drodze pięknymi widokami, które najtrafniej określił nasz pierwszy couchsurfer z Limy, Bruno: „Where the jungle meets the moutains”. Trasa ta zajmuje około 3 godzin i prowadzi wzdłuż rzeki Urubamba. Z Hidroelectrici można pojechać pociągiem – Inka Rail, jednak kosztuje to aż 20 USD, więc my idziemy dalej pieszo wzdłuż torów kolejowych, obok rzeki. Podczas wędrówki można zatrzymać się w jednej z kilku restauracji. Ceny nie są bardzo wygórowane. Piesze przejście z Hidroelectrici do wejścia na Machu Picchu zajmuje 2 – 3 godziny. Ten odcinek jest zdecydowanie wart spaceru – pośród egzotycznych kwiatów, bananowców i motyli idzie się wyjątkowo przyjemnie.

Tory ułatwiają marsz, trzeba tylko uważać na pociągi ;)

Tory ułatwiają marsz, trzeba tylko uważać na pociągi ;)

Noc można spędzić w miejscowości Aguas Calientas oddalonej od wejścia na szczyt około 30 minut drogi. Ceny zaczynają się już od 20-30 soli za osobę. Zatrzymać można się również na campingu, który sąsiaduje z wejściem. Cena na campingu to 15 soli za namiot. Noc w Aguas Calientas lub okolicy, jest niezbędna jeżeli chcemy stosunkowo wcześnie wejść na szczyt. Wejść można od 5 rano i warto wstać wcześniej by, po pierwsze, uniknąć największych tłumów, a po drugie, mieć możliwość oglądania wschodu słońca. Niektórzy około godzinną wspinaczkę zastępują busem za około 15-20 USD.

… i u celu!

We made it!

We made it!

Piękno miejsca najlepiej pokażą zdjęcia, choć nic nie odda do końca klimatu, który panuje w opuszczonym mieście. My weszliśmy też na szczyt Huyana Picchu. Widok na ruiny i tarasy jest równie niesamowity, co widok szczytów Andów dookoła.

Aby zobaczyć miasto z tej perspektywy, trzeba się nieźle powspinać

Aby zobaczyć miasto z tej perspektywy, trzeba się nieźle powspinać

Droga powrotna zaskoczyła nas tymczasową awarią kuchenki gazowej, która popsuła obiadowe plany. Na szczęście na naszym campingu odbywał się sportowy festiwal i zostaliśmy uraczeni mięsem, którego pochodzenia do dziś nie znamy.

Prawie jak bóg słońca!

Prawie jak bóg słońca!

Droga powrotna minęła szybko, ale od Hidroelectrica pojechaliśmy już collectivo. Szybka przesiadka i jesteśmy z powrotem w Santa Maria. Autobus będzie dopiero wieczorem, a cena dzielonej taksówki to 25 soli, więc długo się nie zastanawiamy. Za to długo przychodzi nam czekać, żeby kierowca znalazł kolejne osoby do auta. Po 2 godzinach wreszcie się to udaje, ale dokładnie w tym samym momencie nadjeżdża inny busik, który oferuje niższą cenę. Różnica jest niewielka, ale po 2 godzinach czekania, nie mamy sentymentu do pierwszego kierowcy. W Cusco jesteśmy w środku nocy. Na szczęście w naszym hostelu Let’s go Bananas drzwi są zawsze otwarte. Nie ma co prawda wolnych miejsc, ale po takim dniu kawałek podłogi to wszystko, czego nam trzeba.

Tekst: Strzała&Kali

W reszcie udało nam się spotkać lamy!

W reszcie udało nam się spotkać lamy!

PDF
DRUKUJ
POWRÓT
ZGŁOŚ
NIEŚCISŁOŚĆ