DSC_8211.JPG
Wyszukaj w portalu
zaplac_podatki.png
konkurs.jpg
smieci.png
dzialki.png
mlodociani.png
odo.jpg
godziny.jpg
rm.png
rdpp.png
chodzieska_kadrta.jpg
karta.jpg
oferty_pracy.jpg
INWESTUJ.jpg
logo_senior_wigor_1.png
500plus.jpg
konsult.jpg
baner_zagosp.png
KARTA_SAM.png
ANKIETA.jpg
MPDSON.png
baner- mikroporady.jpg
rejestr_inst_baner.jpg
Rozlicz PIT w Chodzieżyw Chodzieży
Przekaż 1% w Chodzieżyw Chodzieży
Darmowy Program PIT dostarcza firma PITax.pl Łatwe podatki
pila.jpg
kl.jpg
1_PROC_min.jpg
logo.jpg
projekty.jpg
poziom.gif
noclegi.gif
gastronomia.gif
kino.jpg
mzk.png
formul.png
chodzieski_275.jpg
E-Urzad
bip.jpg bom.jpg ep.jpg ue1.jpg
wybory.jpg
Kultura
On Our Way
Redakcja: Maciej Strzeliński, Dodany: 4.11.2013
Liczba wyświetleń: 11586
PDF
DRUKUJ
grafika

Ostatni dzień w Limie minął nam na zakupie butli gazowych, które będziemy potrzebowali na dalszych etapach wyprawy. Po południu Strzała zdecydował się spróbować surfingu. Ja w tym czasie pilnowałem naszych rzeczy i napawałem się możliwością przebywania nad Pacyfikiem. Do domu wróciliśmy wczesnym wieczorem i po szybkim posiłku od razu poległem w łóżku. Nie czułem się najlepiej i nie chciałem ryzykować pogorszenia mojego stanu. W końcu kolejne dni będą wymagały od nas znacznie więcej energii.

Tsunami nie było, ale surfować się dało

Tsunami nie było, ale surfować się dało

Z Limy zdecydowaliśmy się wyjechać autobusem. W Peru nie ma typowych dla Europy dworców autobusowych. Przewoźnicy sami organizują sobie przestrzeń potrzebną do świadczenia usług. Na szczęście, firmy przewozowe mają swoje siedziby blisko siebie, dzięki czemu można łatwo przebierać w ofertach.

Papierowe domy

 

Centrum Limy nie było urokliwe, ale przedmieścia nawet z nim kontrastowały

Centrum Limy nie było urokliwe, ale przedmieścia nawet z nim kontrastowały

Pierwszym ciekawym zjawiskiem, na które zwróciłem uwagę po wyjeździe z miasta, były wielkie osiedla malutkich budynków mieszkalnych. Jak łatwo się domyślić, daleko odbiegały one od znanych nam przepisów budowlanych. Większość budynków w Peru składa się jakby z segmentów (pokoi jak mniemam) dowolnie i swobodnie ze sobą łączonych. Podobną regułę zaobserwowałem już w przypadku niektórych budynków w centrum Limy, jednak dopiero przy okazji przedmieść, przyjrzałem się dokładniej. Należy również zaznaczyć, że „domy” na przedmieściach były bardzo marnych rozmiarów – z jedną, może dwoma izbami – natomiast te w stolicy potrafiły mieć całkiem sensowne rozmiary i wyglądały często bardzo zachęcająco. Ściany pokoju Elvisa, w którym spaliśmy, oceniliśmy organoleptycznie – wszystko jakby papierowe. No może nie dosłownie, ale na cienkiej sklejce się kończy i jakiegokolwiek ocieplenia brak. “Lepsze” budynki są zbudowane z cegły. Wydaje się ona jednak tak marna, że mocniejsze kopnięcie, powinno sobie z nimi poradzić. Można zaobserwować tutaj setki niedokończonych pokoi z cegły. Przeważnie rozpoczęte na górze. I nie wygląda na to, aby ktoś chciał je w najbliższym czasie dokończyć.

 

Na pustyni liczyliśmy na lepsze niebo, ale było za dużo świateł

Na pustyni liczyliśmy na lepsze niebo, ale było za dużo świateł

Poza nieznanymi mi wcześniej osiedlami, uwagę zwróciło, ukształtowanie terenu. Liczne góry i pagórki na horyzoncie, przypominały mi nieco tureckie bezdroża. Do celu dojechaliśmy po zmroku. Jako, że następny dzień chcieliśmy wykorzystać jak najlepiej, po szybkich zakupach, przemaszerowaliśmy kilka kilometrów do oazy, która była celem naszej wizyty w mieście Ica.

 

W egzotycznym miejscu egzotyczne śniadanie :)

W egzotycznym miejscu egzotyczne śniadanie :)

Piaskowe góry
Wstaliśmy bardzo wcześnie, o 6:30. Chcieliśmy zwinąć namiot jak najprędzej, aby uniknąć ewentualnych nieprzyjemności związanych z jego rozbiciem w niekoniecznie dozwolonym miejscu oraz zależało nam na tym, aby główną atrakcję, dla której tu przybyliśmy, zobaczyć zanim pojawią się tłumy turystów. Dalszą część naszego pobytu nad Huacachina najlepiej odda filmik, który zmontowaliśmy czekając na autobus jeszcze tego samego dnia.

 

 

Daleko od oazy nie odeszliśmy, ale byliśmy na pustyni!

Daleko od oazy nie odeszliśmy, ale byliśmy na pustyni!

 

 

Kolejnym celem naszej peruwiańskiej części wyprawy, jest Cuzco. Tam zostaniemy na trochę dłużej, ale jak mamy się tam dostać? Najprościej byłoby wziąć autobus, a my nie wykluczamy takiej możliwości. Jazda na stopa nie jest w tych rejonach popularna, a poza tym, natężenie ruchu pozostawia wiele do życzenia. Jednak jak to na nas przystało, postanowiliśmy sprawdzić prawdziwość tych słów. Żeby stanąć na właściwej drodze i w upatrzonym już wcześniej na mapie punkcie, znowu musimy przejść kilka kilometrów. Wzdłuż drogi, którą idziemy jest pełno śmieci. W rowie można znaleźć nawet… zdechłego psa.

 

Ciężarówka z drewna ruszała ledwo, ale potem już śmigała!

Ciężarówka z drewna ruszała ledwo, ale potem już śmigała!

Jak się okazało – warto było próbować, bo stopa łapaliśmy może 5 minut. Zatrzymała się przy nas stara ciężarówka. Po wejściu do środka okazało się, że była drewniana. Poza nami, jeszcze kilka innych osób załapało się na podwózkę. Znalazło się nawet dwóch mężczyzn, którzy podróżowali na dachu. Konstrukcja pojazdu sprawiała wrażenie jakby miała się zaraz rozlecieć. Skrzypi, stęka i rusza się przy każdej zmianie prędkości, jednak po kilku godzinach docieramy do małego miasteczka, z którego za niewielką opłatą podjeżdżamy autobusem do Nazca – ostatniego dużego miasta przed naszym głównym celem.

Tutaj szybko się orientujemy, że jazda na stopa przez góry na odcinku 500km może nam zająć nawet kilka dni. Robimy szybkie rozeznanie wśród firm przewozowych i decydujemy się pojechać nocnym autobusem za 80 soli. Dzięki temu zyskamy dodatkowy dzień w jednym z najbardziej urokliwych miast Peru – Cuzco. Relacja z tego miejsca już w następnym wpisie :)

Tekst: Kali

 

Po drodze do Nazca mijaliśmy uprawy... kaktusów.

Po drodze do Nazca mijaliśmy uprawy… kaktusów.


PDF
DRUKUJ
POWRÓT
ZGŁOŚ
NIEŚCISŁOŚĆ