DSC_8211.JPG
Wyszukaj w portalu
zaplac_podatki.png
konkurs.jpg
smieci.png
dzialki.png
mlodociani.png
odo.jpg
godziny.jpg
rm.png
rdpp.png
chodzieska_kadrta.jpg
karta.jpg
oferty_pracy.jpg
INWESTUJ.jpg
logo_senior_wigor_1.png
500plus.jpg
konsult.jpg
baner_zagosp.png
KARTA_SAM.png
ANKIETA.jpg
MPDSON.png
baner- mikroporady.jpg
rejestr_inst_baner.jpg
Rozlicz PIT w Chodzieżyw Chodzieży
Przekaż 1% w Chodzieżyw Chodzieży
Darmowy Program PIT dostarcza firma PITax.pl Łatwe podatki
pila.jpg
kl.jpg
1_PROC_min.jpg
logo.jpg
projekty.jpg
poziom.gif
noclegi.gif
gastronomia.gif
kino.jpg
mzk.png
formul.png
chodzieski_275.jpg
E-Urzad
bip.jpg bom.jpg ep.jpg ue1.jpg
wybory.jpg
Kultura
Siema Lima!
Redakcja: Maciej Strzeliński, Dodany: 4.11.2013
Liczba wyświetleń: 11487
PDF
DRUKUJ
grafika
Rzut oka na panoramę Limy

Rzut oka na panoramę Limy

Pierwszy oficer U.S. Customs kieruje mnie, wzdłuż czerwonych strzałek do stanowiska, przy którym czeka 5 czy 6 kolejnych. Tam dokładnie egzaminują moją deklarację celną, paszport. Proszą też o położenie plecaka na taśmie skanera. Rozmiar urządzenia jest taki, że zmieściłbym się do niego cały, a maszynerię obsługiwało 2 kolejnych poważnych panów ze złotymi odznakami. Po przeskanowaniu, mój plecak wylądował na stole, a facet w gumowych rękawiczkach zaczął go otwierać.

 

Czy w pana bagażu znajduje się pożywienie? Yyy… Tak, mam trochę chleba i chyba gruszkę. – Dobrze. Teraz wyjmę pożywienie z pana bagażu. Jak powiedział, tak zrobił. Na chleb tylko rzuca okiem i zostawia, owocowi zaś przygląda się uważniej i kładzie na stole ze stali nierdzewnej. - Chleb może pan wziąć, ale gruszka nie podróżuje dalej. Tak oto straciłem przekąskę na rzecz rządu USA. A nasz lot między kontynentami obfitował jeszcze w wiele nowych doświadczeń.

Dziesięć godzin w samolocie między Niemcami a Puerto Rico mija nam szybciej, niż byśmy się spodziewali. Tam na kolejne połączenie oczekujemy trzy godziny i całe szczęście, bo jak na terytorium USA przystało, kontrola na lotnisku zajmuje trochę czasu. Starcza go nam jednak jeszcze na to, żeby wyjść na zewnątrz i poczuć gorąc Karaibów. Kolejny lot obsługiwany przez COPA Airlines zabiera nas do Panamy. Lądujemy już po zmroku, co pozwala podziwiać niesamowity widok. Gęsty i wąski pas świateł Panamy, oddzielający dwa oceany koloru ciemnego atramentu, ze stadem świetlików na powierzchni jednego z nich – to statki czekające na wpłynięcie do kanału.

Ta przesiadka jest w biegu – 40 minut starcza nam dokładnie na to, żeby przemierzyć całe lotnisko. Przylot i odlot są dokłIMG_9993adnie naprzeciwnych końcach terminalu. Ten lot to ostatnia prosta, więc mija całkiem szybko. Czeka na nas już nasz pierwszy couchsurfer Bruno. Przyjechał po nas samochodem i proponuje przejażdżkę po mieście. Podekscytowanie nowym miejscem pozwala zapomnieć o zmęczeniu, więc zgadzamy się i jedziemy nad wybrzeże. Na klifie w dzielnicy Miraflores znajduje się centrum handlowe i klub z widokiem na ocean. Całkiem niezłe miejsce na imprezę. Jest już 2 w nocy, kręci się tu sporo ludzi, ale my nie mamy już siły. Droga do domu naszego hosta zajmuje jeszcze dobre pół godziny, a sam dom okazuje się sporą willą.

Niestety u Bruno możemy zostać tylko jedną noc, więc w niedzielę rano pakujemy się i po śniadaniu – kawa, ciasto i pomarańczowe banany – ruszamy do centrum. Na szczęście nasz gospodarz ma czas, wiec znowu jedziemy jego samochodem.

Kali, to który owoc wybierasz? :)

Kali, to który owoc wybierasz? :)

Najpierw na bezskuteczne poszukiwania butli gazowej na dalszą podróż, później na targ. Chociaż spodziewaliśmy się tego, ilość kształtów, kolorów i zapachów owoców jest cudowna. Samych bananów jest co najmniej 5 rodzajów. Zajadamy 2 czy 3 owoce, których wcześniej w nie widzieliśmy nawet na zdjęciach (Aguaymanto, Lucuma) i jedziemy na spacer na wybrzeże. Na górze klifu znajduje się park, który wśród mieszkańców Limy, zdaje się być typowym miejscem spędzania niedzieli. Bawią się z psami, pary spacerują po Parque del Amor, a amatorzy sportu surfują na plaży u stóp urwiska. Poza innym wyglądem spotkanych ludzi, wszystko zdaje się wydawać podobne do każdego dużego miasta w Europie. No, może jeszcze widoki – takich również na naszym kontynencie nie uświadczysz ;)

Bez większego problemu znaleźliśmy couchsurfera na kolejną noc i spotykamy się w jego mieszkaniu po południu. Elvis mieszkaIMG_0033 dużo skromniej, ale za to w centrum. Bez problemu dogaduje się z nami po angielsku, ale gdy mówimy, że chcemy uczyć się hiszpańskiego, przechodzi na ten język i okazuje się całkiem niezłym nauczycielem. Częstuje nas swoim obiadem i razem z jego kumplem Alexem idziemy zwiedzać miasto. Do historycznego centrum jedziemy Metropolitano – to autobus jadący po specjalnym pasie, stanowiący komunikacyjny kręgosłup metropolii. Centrum jest zatłoczone – to kolejne popularne miejsce na spędzenie niedzieli. Duże place z historycznymi budynkami, kilka kościołów i handlowe deptaki są ładne, chociaż nie robią wielkiego wrażenia. Tym, co według naszych peruwiańskich gospodarzy na być spektakularne, szczególnie po zmroku, jest park fontann - Parque de la Reserva

IMG_0600

Za wejście płacimy 4 sole i od początku nie żałujemy, bo podświetlane fontanny są bardzo ładne. Szybko okazuje się jednak, że to, co uznaliśmy za cały park, to tylko mała część. Całość jest ogromna i zawiera kilkanaście atrakcji, od wielkie głównej fontanny, przez wodny tunel, fontannę – grę, w której trzeba uciekać przed wodą, po wielki spektakl wody i światła z laserami i projekcjami peruwiańskich tańców, oczywiście z muzyką. Choć spodziewaliśmy, że tutejsi mieszkańcy mogą przesadzać z opisem swojego parku, to na prawdę robi wielkie, wielkie wrażenie.

Chociaż trzymamy się nieźle, to zmiana czasu daje się we znaki. Gdy tu jest wczesny wieczór, w Polsce to już środek nocy. Dlatego wsuwamy szybko kurczaka z peruwiańskiej sieciówki i wracamy do mieszkania. W pokoju mającym 2,5 na 2,5 metra musimy zmieścić we 4, więc z Kalim kimamy na górze piętrowego łóżka. Wygodnie czy nie, trzeba się wyspać, bo jutro kolejny długi dzień.

Stay tuned!

Rzucić nasze logo do środka i już - wzywają Plecakowiczów! :)

Rzucić nasze logo do środka i już – wzywają Plecakowiczów! :)

Tekst: Strzała

PDF
DRUKUJ
POWRÓT
ZGŁOŚ
NIEŚCISŁOŚĆ